Biegówki na Młocinach
Biegówki na Młocinach

NaFerie

Oto 10 powodów, dla których wyjeżdżając na ferie do krajów alpejskich, oprócz snowbordu, czy zjazdówek warto zabrać ze sobą narty biegowe.
Poniższa lista powstała na podstawie doświadczeń moich, mojej rodziny i przyjaciół. Od lat przy wyjazdach na ferie w góry zabieramy oprócz zjazdówek narty biegowe i staramy się łączyć obie te aktywności.

1. W krajach alpejskich są fajne centra biegowe.
W zdecydowanej większości alpejskich ośrodków narciarskich, są centra narciarstwa biegowego. Zwykle jest tam 10-20 (a czasami dużo więcej) kilometrów oznakowanych i przygotowanych tras, różnej długości i trudności, zarówno do biegania stylem klasycznym, jak i stylem łyżwowym. Centra te są albo tuż obok wyciągów zjazdowych, albo w niedalekiej od nich odległości - krótkiego spaceru, lub ewentualnie 5-10 minut jazdy samochodem lub autobusem. Wstęp jest zwykle płatny, ale niewiele - 3-5 euro. Bywają też tory ogólnodostępne, bezpłatne, poprowadzone po prostu po polach i lasach.
Miałem okazję biegać w około 20 takich ośrodkach. Zdecydowana większość była wspaniale położona, z pięknym widokiem na góry, a trasy były poprowadzone malowniczo i ze znawstwem. Większość ośrodków zawiera wszystkie możliwe trudności tras - od prościutkich 1-kilometrowych pętelek, po 20 kilometrowe wyrypy po naprawdę trudnych technicznie terenach.

2. Specjalne tory.
W centrach biegowych są specjalne tory do biegania na biegówkach. Zarówno do stylu klasycznego, jak i łyżwowego. Jest to znakomita okazja, żeby zobaczyć, jaką frajdę sprawia bieganie w torach. W torach dużo łatwiej jest też nauczyć się prawidłowo biegać na nartach. Tory są zwykle znakomicie utrzymane.
Moje pierwsze zetknięcie z torami do biegania nastąpiło chyba we Włoskim Andalo, u podnóża Paganelli, w Dolomiti di Brenta. Tor biegł wokół jeziora, a częściowo też chyba po jego tafli! Właśnie tam nauczyłem się biegać łyżwą. I zobaczyłem, jak szybko można biegać na nartach.

3. Można sprawdzić, jak to robią zawodnicy.
W wielu centrach biegowych możemy biegać dokładnie po tych samych trasach, na jakich, po jakich ścigają się zawodowcy. Może dla daje to jakieś pojęcie o wysiłku, jaki trzeba włożyć w pokonanie niektórych fragmentów. I o odwadze i technice, którą trzeba zaprezentować na zjazdach. Ta Justyna to dzielna dziewucha!
Mnie najsilniej zapadła w pamięć czarna trasa biegowa znana z Pucharu Świata w Madonna di Campiglio. Biegałem w pełnym słońcu, z widokiem na wspaniałe Dolomity, na podbiegach umierałem, a niektóre zjazdy do tej pory wywołują u mnie gęsia skórkę.

4. Można uciec do tłumu i zgiełku panujących często na zjazdowym stoku.
Centra biegowe w niczym nie przypominają centrów narciarstwa zjazdowego. Panuje tam cisza, spokój i pewien rodzaj powolnej kontemplacji śniegu i wysiłku fizycznego. Wszyscy się uśmiechają i machają do siebie radośnie, niezależnie od tego, czy maja 70 lat i stawiają pierwsze kroki na nartach (widok wcale nierzadki), czy są 20-latkami, którzy właśnie przyszli na trening przed kolejnymi zawodami (można wtedy być mocno zadziwionym tempem, w którym pokonują trasę). Prawie nigdy nie ma tam głośnej muzyki, nie słychać też charakterystycznego stukotu wyciągów. A małe piwko wypite na tarasie ośrodka biegowego, w pełnym słońcu, po 2-godzinnym wysiłku fizycznym smakuje wybornie.
Do tej pory wspominam trasy biegowe w Val Gardena. Położone w dolinie nieopodal góry Dentercepies są oazą ciszy, spokoju i nieskażonej przyrody, szczególnie w porówaniu ze zgiełkiem tłumów przewalających się na zjazdówkach przez Sella Rondę.

5.Można biegać po nartach po ciemku.
Mrok w lutym zapada bardzo szybko. Gdy wraca się ze zjazdówek jest jeszcze dużo czasu, żeby coś fajnego zrobić. Część tras biegowych jest oświetlona i nadaje się te do biegania po ciemku. A jak nie ma oświetlenia, to od czego czołówka?
Mnie najgłębiej w pamięci utkwił pewien wieczór we Włoszech. Sypał gęsty śnieg (o dziwo, we Włoszech to rzadkość). Wzięliśmy czołówki i biegaliśmy wokół jeziora w kompletnej ciszy, a w oddali majaczyły światła miasteczka. Bajka!

6. Po zjazdówkach trochę gimnastyki się przyda.
Narty zjazdowe są ze swojej natury dość statyczne szczególnie jeżeli chodzi o zakres ruchu w stawach. Mała rundka na biegówkach, czy to rano przed jazdą, czy wieczorem przed snem (imprezą) znakomicie uzupełnia statyczny wysiłek na nartach zjazdowych. Na biegówkach pracują wszystkie mięśnie, szczególnie jeżeli biegamy wszystkimi rodzajami kroku.
Często w czasie moich wyjazdów na narty robiłem tak, że rano przed zjazdówkami, w czasie gdy rodzina wykonywała niekończące się "czynności przygotowawcze" do wyjścia na narty, robiłem szybką 7-10-kilometrową pętelkę na biegówkach. Wtedy na zjazdówki wsiadałem rozgrzany i pełen energii.

7. Łatwość połączenia biegówek z innymi formami aktywności dla reszty rodziny.
Centra biegowe są często położone przy wyciągach narciarskich. Umożliwia to łączenie biegania na nartach z jazdą na zjazdówkach. Wystarczy mieć w samochodzie oba rodzaje nart i można to robic naprzemiennie. Podobnie jest czasami z basenem, czy lodowiskiem. I tu często jest tak, że tory biegowe zaczynają się tuż obok.
Nasza rodzina często parkowałą samochód tak, żeby możliwe było zarówno jeżdżenie na zjazdówkach, jak i na biegówkach. Wtedy w ciągu dnia bywało tak, że zjeżdżałem na dół, zmieniałem narty, pobiegałem sobie w dolinie w pełnym słońcu na biegówkach. Potem znowu zmiana nart, wyciąg i dołączałem do rodziny na stoku.

8. Możliwość odbycia tlenowego treningu wysokogórskiego.
Ważne dla tych, którzy chcą poprawić swoją formę fizyczną jest to, że czasami trasy są położone bardzo wysoko, gdzie w powietrzu jest mniej tlenu. Dzieje się tak wtedy, gdy dolina jest położona wysoko nad poziomem morza, albo gdy trasa jest specjalnie wytyczona "na górze". Czasami dotrzeć do niej można tylko wyciągiem. Wtedy na wyciąg trzeba ze sobą zabrać 2 komplety nart - zjazdówki i biegówki. Te wysokogórskie trasy biegowe są specjalnie projektowane dla tych, którzy chcą biegać w rozrzedzonym powietrzu. Żeby poprawić zdolność transportu tlenu przez krew.
Do dziś pamiętam zdziwienie, jakiego doświadczyłem kiedyś w Szwajcarii, gdy zacząłem biegać na trasie położonej powyżej 2000 m npm. Byłem wtedy w znakomitej formie fizycznej, w pełni przygotowań do sezonu maratonów rowerowych. Pierwsze kółko to była prawdziwa męczarnia. Brak tlenu był wyraźnie odczuwalny. Ale potem już było lepiej, a w kolejnych dniach dziwne uczucie ociężałości znikło. Efekty widać było natychmiast po powrocie do Warszawy. Na rowerze jeździło mi się lekko jak nigdy.

9. Jest co robić w czasie złej pogody.
Jesteśmy coraz bardziej wybredni. Niektórzy (szczególnie miłośnicy wyjazdów do Włoch) uważają, że jak nie świeci słońce, to "SIĘ NIE JEŹDZI". I właśnie wtedy "SIĘ BIEGA".
Ja też nie lubię jeździć na zjazdówkach w sypiącym śniegu i we mgle. Wolę wtedy wsiąść w samochód i odwiedzić jakiś położony dalej od miejsca zakwaterowania ośrodek biegowy.

10. ... tu wpiszesz swoje wrażenia po powrocie.

Miłego biegania, Kierownik!
Ver.: 1